Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 2 Liga
Spotkanie pomiędzy Zorią Streptiv a Ukranian Vikings od samego początku miało wyraźnego faworyta. Gospodarze narzucili swoje tempo już od pierwszego gwizdka i szybko pokazali, kto będzie rozdawał karty w tym meczu. Ich pewna gra, wysoka skuteczność i dobra organizacja na boisku przynosiły odpowiednie efekty.
Pierwsza połowa przebiegła pod zdecydowane dyktando Zorii, której zawodnicy pięciokrotnie znaleźli drogę do siatki rywali, nie tracąc przy tym ani jednej bramki. Do przerwy było więc 5:0 i nic nie wskazywało na to, by goście byli w stanie odwrócić losy spotkania.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze kontynuowali ofensywną grę, a każda kolejna zdobyta bramka tylko ich napędzała. Zoria dominowała w każdym aspekcie, od posiadania piłki, przez kreowanie sytuacji, aż po skuteczność pod bramką przeciwnika. Trudno wskazać jednego bohatera, ponieważ cały zespół zaprezentował się znakomicie. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 13:0, goście zdołali zdobyć honorowego gola w samej końcówce spotkania, którego autorem był Roman Ivanenko.
Ostatecznie Zoria Streptiv wygrała 13:1, wysyłając wyraźny sygnał do reszty stawki, że w rundzie wiosennej będzie niezwykle groźnym rywalem dla każdego zespołu w drugiej lidze.
Spotkanie w ramach 10. kolejki 2. ligi pomiędzy FC Dziki z Lasu a We Love Life Husaria Mokotów z całą pewnością dostarczyło ogromnych emocji. Od pierwszego gwizdka mecz był niezwykle wyrównany, a obie drużyny tworzyły groźne sytuacje podbramkowe.
Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze. Wynik otworzył Jakub Suchora, a chwilę później przewagę Dzików powiększył Aleksander Janiszewski, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0. Husaria to jednak drużyna znana z woli walki i charakteru. Przez kolejne minuty stwarzała dogodne sytuacje, a jej wysiłki przyniosły w końcu zamierzone efekty. Najpierw Oskar Thomas zdobył bramkę kontaktową, a następnie Oskar Kuhn doprowadził do wyrównania. Do przerwy mieliśmy remis 2:2.
Druga połowa była niemal lustrzanym odbiciem pierwszej - pełna walki, tempa i kolejnych zwrotów akcji. W szeregach Dzików znów błysnął Aleksander Janiszewski, który dołożył dwa kolejne trafienia i ponownie wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Husaria raz jeszcze pokazała charakter - najpierw Kamil Kapica popisał się świetną indywidualną akcją, zmniejszając straty, a następnie Damian Starosta doprowadził do kolejnego wyrównania. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, decydujący cios zadali gospodarze. Bartosz Suchora zdobył zwycięską bramkę, ustalając wynik spotkania na 5:4 dla Dzików z Lasu.
Niewątpliwie obie drużyny pokazały się z dobrej strony, prezentując nam sporą dawkę solidnego futbolu. Z niecierpliwością czekamy zatem na kolejne spotkania z ich udziałem.
W starciu zamykającego tabelę Agape Team z liderującą Ternovitsią obyło się bez niespodzianek. Różnica w umiejętnościach obu zespołów była widoczna od samego początku, a spotkanie zakończyło się zdecydowanym zwycięstwem faworytów 2:13.
Mecz toczył się pod dyktando gości, którzy zaprezentowali bardzo mądrą i zorganizowaną piłkę. Konsekwentnie grali szybkimi podaniami, z łatwością mijając defensywę rywali. Ich akcje wielokrotnie kończyły się bliźniaczymi trafieniami po wyłożeniu piłki przed pustą bramkę. Gospodarze z Agape Team postawili na twardą, ale kulturalną grę, jednak wobec zdecydowanej przewagi rywala byli po prostu bezradni. Wynik 1:6 do przerwy w pełni oddawał to, co działo się na boisku.
W drugiej odsłonie obraz gry nie uległ zmianie. Bezwzględnym MVP spotkania został Pavel Paduk, który całkowicie skupił się na kreowaniu sytuacji kolegom i zanotował aż osiem asyst. Z jego dokładnych podań najczęściej korzystali Ruslan oraz Serhii Romanovscy – obaj zakończyli zawody z dorobkiem czterech zdobytych bramek.
Zawodnikom Agape Team należą się brawa za zaangażowanie i walkę fair play do samego końca. Ternovitsia natomiast pewnie dopisała do swojego konta trzy punkty, udowadniając, że w pełni zasłużenie zajmuje pierwsze miejsce w tabeli.
Niemałym zaskoczeniem, aczkolwiek w pełni zasłużonym, było zwycięstwo nowonarodzonego z dawnej Contry zespołu Manitas Konserwacja Podwozia nad wiceliderem 2. Ligi, czyli DHO Fiber Cyrkulatką. Od pierwszych minut gospodarze stawiali na swoim, co pozwoliło im na wczesne objęcie prowadzenia po golu Pawła Tamowskiego, któremu asystował Mikołaj Zawistowski. Po tym, jak „żółtko” za wykonanie wślizgu obejrzał Bartłomiej Panas, na 2:0 dla Manitas podwyższył - również po podaniu Zawistowskiego - Olivier Aleksander.
Jak na faworyta przystało, Cyrkulatka nie zamierzała jednak odpuścić walki i konsekwentnie wzięła się do roboty, co zaowocowało wyrównaniem po trafieniach Maćka Wieliczuka i Łukasza Pokrywki. Niestety, przy stanie remisowym koszmarny błąd przydarzył się golkiperowi DHO, Filipowi Ochalowi - jego podanie przechwycił Adam Niemyjski i wyłożył piłkę do pustej bramki Kubie Jóźwiakowi. Nie był to koniec pecha dla gości, gdyż ledwie cztery minuty później, przy próbie wybicia, piłkę do własnej bramki skierował Wieliczuk. Przed przerwą, wykorzystując szybki kontratak, trzybramkową przewagę zapewnił drużynie Manitas duet Niemyjski & Aleksander.
Po zmianie stron aktywna w doskoku Cyrkulatka - a konkretniej Michał Pyrka - przechwycił niecelne podanie bramkarza rywali i przekazał futbolówkę Piotrowi Śledziewskiemu, który czubkiem buta skierował ją do siatki. Ofensywne starania gości były jednak naznaczone sporym ryzykiem i z powstałych w defensywie przestrzeni zaczęło korzystać Manitas – kolejne kontrataki doprowadziły do wyniku 7:3. Przy rzucie z autu nieopodal bramki gospodarzy świetnie zachował się Wieliczuk, który strącił głową rzuconą piłkę wprost pod nogi niekrytego Pyrki, a ten nie pomylił się z tak bliskiej odległości.
Na nieszczęście dla goniących wynik piłkarzy Cyrkulatki, owocna współpraca Zawistowskiego i Jóźwiaka ponownie dała oponentom wymierną korzyść w postaci ósmego gola. Nawet trafienie Panasa i przejście na grę z lotnym bramkarzem, w rolę którego wcielił się Wieliczuk, ostatecznie nie pomogły gościom choćby wyrównać – tym razem musieli uznać wyższość Manitas i pogodzić się z porażką.
Starcie tych drużyn zapowiadało się jednostronnie i dokładnie taki przebieg miało boiskowe widowisko. Rock’n Roll, który po rundzie jesiennej zajmował wysokie 3. miejsce, podejmował zespół Warsaw Bandziors, czyli drużynę walczącą o utrzymanie, mającą na koncie zaledwie 4 punkty po 9 kolejkach.
Gospodarze od pierwszego gwizdka narzucili swoje warunki gry. Już w 3. minucie objęli prowadzenie, a zaledwie dwie minuty później podwyższyli wynik na 2:0. Rock’n Roll dominował w każdym elemencie – przede wszystkim dłużej utrzymywał się przy piłce, tworzył więcej sytuacji i kontrolował tempo meczu. Brakowało jedynie skuteczności, która wróciła w 15. minucie, bo wtedy Kashuba zdobył bramkę na 3:0. Goście odpowiedzieli chwilę później. W 18. minucie Niedziółka wykorzystał jedną z nielicznych okazji i zdobył gola na 3:1. Jak się później okazało, było to jedyne trafienie Warsaw Bandziors w tym spotkaniu. Jeszcze przed przerwą wynik podwyższył Targomin, ustalając rezultat pierwszej połowy na 4:1.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie – pełna kontrola należała do gospodarzy. W 30. minucie Rakhmail, po asyście Kashuby, zdobył kolejną bramkę. Cztery minuty później Targomin dołożył swoje drugie trafienie, a chwilę później na listę strzelców wpisał się także Voronov. W 40. minucie Targomin skompletował hat-tricka, pieczętując znakomity występ. Wynik meczu na 9:1 ustalił Ihnatovic, domykając prawdziwy pokaz siły Rock’n Roll.
To spotkanie było wyraźnym potwierdzeniem różnicy klas między obiema drużynami. Gospodarze udowodnili, że aspirują do czołówki ligi, natomiast Warsaw Bandziors czeka trudna walka o utrzymanie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)