reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
18:00

Trzeci garnitur Husarii Mokotów zmierzył się w niedzielę z ekipą Rock’n Roll Warsaw i boleśnie przekonał się, jak brzmią ostre gitarowe riffy. To spotkanie rozpoczęło się jednak spokojnie. Obie drużyny badały się nawzajem i sprawdzały, co zaproponuje przeciwnik.

W mediach społecznościowych Husarii mogliśmy przeczytać wyjaśnienie, że „wynik był niestety oczekiwany, albowiem my gramy o to, by się do końca sezonu nie połamać, mając bezpieczne siódme miejsce”. I faktycznie, gra gospodarzy pozostawiała wiele do życzenia. Oglądając to spotkanie z boku, można było odnieść wrażenie, że zawodnicy grają na pół gwizdka. Rock’n Roll Warsaw miało jednak zupełnie inne cele. Drużyna wciąż walczy o awans do 1. ligi, więc trzy punkty były jej potrzebne jak tlen. Wygrana 5:2 sprawiła, że ostatnia, 18. kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Zawodnicy Rock’n Roll mieli jasno określony cel i konsekwentnie go realizowali.

Na pierwsze gole trzeba było chwilę poczekać, bo Konrad Piskorz był najbardziej zapracowanym zawodnikiem na boisku i nie zamierzał biernie przyglądać się piłce wpadającej do siatki. Nie był jednak w stanie zatrzymywać wszystkiego w nieskończoność. Błąd techniczny przy opanowaniu piłki stworzył sytuację, której nie sposób było zmarnować. Przed przerwą oglądaliśmy jeszcze celne uderzenie sprzed pola karnego, które wpadło tuż przy lewym słupku bramki Husarii z perspektywy strzelca, Vladyslava Voronova. Sam Voronov zakończył to spotkanie z hat-trickiem na koncie.

W drugiej połowie znacznie częściej oglądaliśmy piłkę w bramce, i to po obu stronach boiska. Rock’n Roll Warsaw miało przewagę, przez co nieco spuściło z tonu, ale ani przez moment nie dało rywalom realnej nadziei na zdobycie punktów. Husaria zdobyła dwa gole - Kacper Miriuk i Oskar Kuhn trafiali do pustej bramki po dobitkach. Trzeba jednak przyznać, że gospodarze mogli pokusić się o kolejne trafienia, lecz często brakowało im odpowiednich decyzji w kluczowych momentach. Tego problemu nie mieli ich rywale, którzy z dużą łatwością dochodzili do sytuacji zakończonych strzałem do pustej bramki po dograniu wzdłuż linii końcowej boiska. Przepis na zwycięstwo okazał się więc prosty, ale wyjątkowo skuteczny.

2
20:00

To był mecz godny lokat, które zajmują obie ekipy. Ternovitsia w tym sezonie udowodniła, że cały czas robi krok naprzód i pnie się w ligowej hierarchii. Cyrkulatka to drużyna, która ma sporo jakości i z pewnością 1. liga jest miejscem, w którym będzie walczyć o najwyższe cele.

Niedzielne starcie tych zespołów było niesamowite. Od początku oglądaliśmy szybkie tempo i dużo jakości po obu stronach boiska. Gospodarze jako pierwsi wyszli na prowadzenie i jeszcze przed przerwą potrafili podwyższyć wynik. Wszystko za sprawą gola bramkarza Danylo Artemenki, który posłał piłkę przez całe boisko do pustej bramki przeciwnika. Sam golkiper z Ukrainy miał swój dzień, a jego interwencje były kluczowe dla wyniku tego starcia.

W drugiej połowie goście musieli zaryzykować, jednak początkowo nie przynosiło to efektu. W pewnym momencie było już 4:0 dla zespołu z Ukrainy, ale Cyrkulatka grała do końca. Na przestrzeni kilku minut trzy szybko zdobyte bramki zapewniły niezwykłe emocje w końcówce. Wówczas gospodarze cofnęli się i skupili na obronie wyniku, a tylko dzięki postawie swojego bramkarza utrzymali jednobramkową przewagę do końcowego gwizdka.

Mecz zakończył się wynikiem 4:3 i w naszej ocenie było to jedno z najlepszych spotkań w tej lidze w tym sezonie. Brawa dla obu ekip za wspaniałe widowisko i kawał dobrego futbolu na miarę drużyn, które w kolejnym sezonie zagrają na zapleczu ekstraklasy.

3
21:00

W spotkaniu 17. kolejki 2. ligi Ukrainian Vikings pokonali Warsaw Bandziors 10:7. Mecz od pierwszych minut był niezwykle otwarty i obfitował w sytuacje bramkowe, a obie drużyny postawiły przede wszystkim na ofensywę.

Vikings znakomicie rozpoczęli spotkanie i już po kilku minutach objęli dwubramkowe prowadzenie. Bandziors szybko odpowiedzieli, jednak gospodarze równie szybko odzyskiwali kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Po golach Krzyżaka i Lacha wydawało się, że Vikings przejmują pełną kontrolę nad spotkaniem. Bandziors pokazali jednak charakter, zdobywając dwie bramki i ponownie włączając się do walki o korzystny wynik jeszcze przed przerwą. Ostatecznie Vikings schodzili do szatni z prowadzeniem 5:3, ale wynik pozostawał sprawą otwartą.

Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Dwa szybkie trafienia Woźniaka oraz gol Krzyżaka pozwoliły im zbudować pięciobramkową przewagę, która mogła dawać poczucie pełnej kontroli nad przebiegiem spotkania. Bandziors nie zamierzali jednak odpuszczać. Najpierw straty zmniejszył Maciej Cichocki, a później kolejne trafienia dokładali Bandurow i Kiełpsz. Mimo że różnica stopniowo malała, Wikingowie za każdym razem znajdowali odpowiedź.

Spotkanie toczyło się w bardzo wysokim tempie, a okazji nie brakowało po obu stronach boiska. Ważnym ogniwem Bandziors był Sobieralski, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą kolejnych bramek i utrzymywał go w grze mimo niekorzystnego wyniku. Ostatecznie decydujące okazały się większa skuteczność oraz lepsze wykorzystanie kontrataków przez Vikings. Ostatnia bramka meczu padła właśnie po jednym z takich szybkich wyjść i ustaliła wynik na 10:7.

Obie drużyny stworzyły jedno z najbardziej bramkostrzelnych spotkań tej kolejki. Mimo siedmiu zdobytych bramek Bandziors nie byli w stanie zatrzymać ofensywy rywali, a Vikings dzięki skuteczniejszej grze w ataku dopisali do swojego dorobku trzy punkty.

4
21:00

Przed rozpoczęciem spotkania trudno było wskazać innego faworyta niż Manitas Konserwacja Podwozia. Agape Team rozgrywa bardzo trudny sezon i z dorobkiem zaledwie jednego punktu zamyka ligową tabelę, będąc już ekipą pogodzoną ze spadkiem. Z kolei Manitas wciąż liczy się w walce o awans do wyższej klasy rozgrywkowej, dlatego komplet punktów był dla nich niezwykle istotny.

Goście od pierwszych sekund potwierdzali swoje aspiracje. Już w pierwszej minucie wynik otworzył Marcin Tyszka, dając swojej drużynie szybkie prowadzenie. Manitas kontrolował przebieg wydarzeń na boisku, konsekwentnie budował kolejne akcje i regularnie stwarzał zagrożenie pod bramką rywali. Efektem tej przewagi były następne trafienia. Świetnie dysponowany Kuba Jóźwiak trzykrotnie wpisał się na listę strzelców, a jedno trafienie dołożył również Damian Stolarczyk. Agape odpowiedziało jedynie golem Daniela Ziółkowskiego, dlatego do przerwy goście prowadzili aż 5:1.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Manitas nadal dominował, dobrze operował piłką i z dużą łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich. Kolejne skutecznie wykończone akcje pozwoliły jeszcze bardziej powiększyć przewagę. Agape zdołało zdobyć drugą bramkę, jednak nie miało argumentów, by nawiązać walkę z rozpędzonym rywalem. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem Manitasu 8:2. Dzięki zdobytym trzem punktom zwycięzcy tracą już tylko jedno oczko do strefy medalowej, która gwarantuje awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Przed ostatnią kolejką sezonu walka o czołowe miejsca w 2. lidze zapowiada się więc niezwykle emocjonująco.

5
21:00

Starcie 17. kolejki 2. Ligi Fanów pomiędzy FC Dziki z Lasu a FC Zoria Streptiv miało być hitem weekendu na tym poziomie rozgrywkowym. Obie ekipy wciąż walczyły o upragniony awans, jednak rzeczywistość okazała się brutalna dla Dzików. Zoria zaprezentowała świetny futbol, deklasując rywali aż 12:2.

Goście błyskawicznie przejęli inicjatywę. Wynik otworzył Yaroslav Zmiivskyi, a chwilę później na 2:0 podwyższył Vitalii Lisnychenko po podaniu Yauheniego Novika. Gdy Dmytro Kuzmin strzelił trzeciego gola, Dziki odpowiedziały trafieniem Konrada Owerczuka na 1:3. Nadzieje gospodarzy szybko zgasił jednak Maksym Bozhko, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:4.

Po zmianie stron Zoria kontynuowała ofensywne tornado, a koncertową partię rozgrywał Lisnychenko. To właśnie on rozpoczął festiwal strzelecki w drugiej odsłonie, a gdy Bozhko podwyższył na 6:1, gospodarze byli już wyraźnie bezradni. Kolejne ciosy zadawali Novik, który popisał się indywidualną akcją zakończoną golem na 7:1, oraz Kuzmin. Po następnym trafieniu znakomicie dysponowanego Lisnychenki, który podwyższył na 9:1, oglądaliśmy już prawdziwy nokaut.

Końcówka meczu wyglądała podobnie jak całe spotkanie. Goście kontrolowali przebieg wydarzeń i dokładali kolejne trafienia. Gospodarzy było stać jedynie na jeszcze jedną bramkę Owerczuka, a ostatecznie FC Dziki z Lasu przegrały z FC Zoria Streptiv aż 2:12.

Dla przegranych ten wynik oznacza koniec marzeń o grze na zapleczu Ekstraklasy w przyszłym sezonie. Goście natomiast, jeśli w ostatniej kolejce pokonają zdegradowane już Warsaw Bandziors, będą mogli świętować upragniony awans.

Reklama